| Niemowlę uratowało życie starszej siostrze |
| Piątek, 18. Kwiecień 2008 00:29 | |
|
Chorującej na białaczkę pięcioletniej Wiktorii z Torunia na gwałt potrzebny był przeszczep. Musiała być bowiem błyskawicznie leczona z powodu bardzo szybkiego wznowienia choroby. Lekarze i dziecko mieli szczęście w nieszczęściu. - Gdy Wiktoria powtórnie zaczęła chorować, okazało się, że jej mama jest w ciąży. Poradziliśmy rodzicom, żeby zdecydowali się na pobranie i zmagazynowanie krwi nowo narodzonego dziecka. Chcieliśmy jej użyć do przeszczepu. Nie mogliśmy pobrać samego szpiku od siostry naszej pacjentki, bo była zbyt mała. A z operacją też nie mogliśmy zwlekać - tłumaczy dr Jan Styczyński z Katedry i Kliniki Pediatrii, Hematologii i Onkologii z Oddziałem Przeszczepiania Szpiku Kostnego dla Dzieci Szpitala Uniwersyteckiego. Jedyną szansą stało się pobranie i zmagazynowanie krwi pępowinowej malutkiej siostry Wiktorii. Rodzice zdecydowali się na to i przechowali krew w specjalnym komercyjnym banku komórek macierzystych w Warszawie. Pod koniec stycznia w Szpitalu Uniwersyteckim odbyła się operacja Wiktorii. Przeszczep zakończył się pomyślnie, chociaż siostry miały inne grupy krwi. Jak to możliwe? - Biorca ma w takim przypadku zawsze grupę krwi dawcy. Dzieje się tak dlatego, że po przeszczepie dochodzi do "wymiany" wszystkich leukocytów, erytrocytów i płytek krwi - wyjaśnia dr Styczyński. Po operacji nastąpiły długie dni oczekiwania - czy się udało? - Dziś można mówić o sukcesie, ponieważ leukocyty u Wiktorii zaczęły się odnawiać już 19 dni po przeszczepie, a płytki krwi po miesiącu. Na obecną chwilę pięciolatka czuje się dobrze - mówi dr Styczyński. Takie zabiegi jak w Bydgoszczy są przeprowadzane rzadko. Pierwszy przeszczep z użyciem tylko krwi pępowinowej przeprowadzono osiem lat temu w Poznaniu. Wcześniej zaledwie kilka podobnych operacji wykonano w Polsce, ale wtedy łączono przeszczep krwi ze szpikiem kostnym. Dlaczego tak mało jest tego typu zabiegów, skoro przynoszą dobre efekty? - pytamy ich polskiego pioniera prof. Wiesława Jędrzejczaka, kierownika Katedry i Kliniki Hematologii, Onkologii i Chorób Wewnętrznych Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego - Podobnie jak w przypadku transplantologii, także tutaj nastąpiło załamanie. Stało się to wtedy, gdy zostałem oskarżony o eksperyment medyczny, polegający na przeszczepieniu dorosłemu pacjentowi dwóch różnych jednostek krwi pępowinowej. Chory zmarł, a sprawą do tej pory zajmuje się prokuratura. Póki to się nie zakończy, ta terapia będzie na cenzurowanym i niewielu lekarzy zdecyduje się na jej przeprowadzenie, Chyba tylko w tak sporadycznych przypadkach, gdy chodzi o małe dziecko i wystarczy mu przeszczepić jedną jednostkę krwi - twierdzi prof. Jędrzejczak, kierownik Katedry i Kliniki Hematologii, Onkologii i Chorób Wewnętrznych Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Na świecie ten sposób leczenia jest uznany i praktykowany. W ubiegłym roku w Europie wykonano 450 takich zabiegów. - U nas takiej możliwości nie ma z jeszcze jednego powodu: brak pieniędzy - dodaje prof. Jędrzejczak. W Polsce są dwa rodzaje banków komórek - publiczne, gdzie za magazynowanie krwi rodzice nic nie płacą, ale muszą się liczyć z tym, że może być ona wykorzystana przez innego biorcę, oraz komercyjne, w którym płaci się za pobranie i przechowanie, jednak wówczas tylko rodzice mają prawo do dysponowania nią. Krew dla Wiktorii była magazynowana właśnie w banku komercyjnym. Taka usługa sporo kosztuje, ponad 2 tys. zł głównej opłaty i jeszcze kilkaset za jeden rok przechowywania. - Ministerstwo Zdrowia nie daje pieniędzy na magazynowanie krwi w bankach publicznych, więc lekarze nie mają skąd jej brać. Stąd mała ilość tego typu operacji - kończy Jędrzejczak.
Źródło:
|



Życie chorej na białaczkę 5-letniej Wiktorii uratował przeprowadzony w Bydgoszczy przeszczep krwi pępowinowej jej nowo narodzonej siostry. Szpital Uniwersytecki jest jednym z pionierów takich zabiegów w Polsce.







